Przemówienie Prezesa Leszka Balcerowicza
w Sejmie

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Stabilność cen jest jednym z fundamentów dobrego gospodarowania, tworzy bowiem najlepsze warunki dla podejmowania trafnych decyzji przez przedsiębiorstwa i rodziny. Jeżeli więc ktoś troszczy się o wzrost gospodarczy, to musi jednocześnie m.in. dbać o niską inflację, chyba że myśli o wzroście co najwyżej na krótką metę, kosztem późniejszego załamania. I odwrotnie, jeżeli ktoś stara się zapewnić gospodarce stabilność cen, to tworzy warunki dla szybkiego i trwałego rozwoju. Oczywiście sama stabilność cen nie wystarczy. W krajach o niedokończonej transformacji zasadnicze znaczenie mają reformy strukturalne zwiększające konkurencyjność przedsiębiorstw i zdrowie finansów publicznych.

Świadomość korzyści płynących ze stabilności cen znalazła swoje odbicie w art. 227 konstytucji naszego kraju. Rada Polityki Pieniężnej, dbając o wartość złotego, wypełnia zadanie wyznaczone jej przez konstytucję.

We wrześniu 1998 r. Rada, kierując się konstytucją, przyjęła za główny cel polityki pieniężnej sprowadzenie inflacji poniżej 4% w roku 2003. Inflacja wynosiła wówczas 11%, to znaczy za każdego złotego można było po roku kupić o 11% mniej dóbr. Każdy, oprócz wszystkich innych podatków i składek, płacił 11-procentowy podatek inflacyjny od pieniędzy, jakie trzymał w portfelu. Od tamtego czasu dokonaliśmy w Polsce w dziedzinie stabilności cen ogromnego postępu. Pieniądze ludzi praktycznie przestały tracić siłę nabywczą. Dążąc do realizacji celu strategicznego, Rada co roku ogłasza cele pomocnicze, wyznaczają one ścieżkę dojścia do inflacji niższej niż 4% w 2003 r.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Na inflację w roku ubiegłym wpływała przede wszystkim polityka pieniężna prowadzona jeszcze w 2000 r. Wynika to z dużych opóźnień między działaniami podejmowanymi przez bank centralny a ich pełnymi skutkami w gospodarce. Zmiany stóp procentowych w istotny sposób wpływają na popyt wewnętrzny po 4 do 6 kwartałach, a na inflację - po 7 do 9 kwartałów. Na wzrost cen, zwłaszcza w krótkich okresach, wpływa jednak nie tylko polityka banku centralnego, ale i siły od niego niezależne. Dotyczy to w szczególności polityki budżetowej, a także kształtowania się czynników podażowych mających postać np. wyjątkowego urodzaju albo przeciwnie - nieurodzaju, czy też ograniczenia wydobycia ropy naftowej przez OPEC. Trudno precyzyjnie prognozować kształt takich czynników, a więc ich wpływ na inflację.

Z tych powodów wzrost cen na krótką metę często odchyla się od celów inflacyjnych. Jest ogromna lista krajów, w których inflacja w danym roku była niższa lub wyższa od założonego celu inflacyjnego. Tylko dla przykładu w Czechach ceny inflacyjne na 1998 r. zostały ustalone od 5,5 do 6,5%, a inflacja wyniosła 1,7. Na rok 1999 w Czechach za cel inflacyjny przyjęto przedział 4-5%, a wzrost cen wyniósł 1,5%. W 2000 r. celem inflacyjnym był przedział 3,5-5,5, a inflacja wyniosła 3%.

W Chile cele inflacyjne na 1999 r. ustalono na 4,3%, a ceny wzrosły o 2,3%. Inflacja odchylała się w tym kraju od celów krótookresowych również w latach 1992, 1993 i 1994.

Europejski Bank Centralny reprezentujący politykę monetarną 12 w końcu dojrzałych krajów w 1998 r. przyjął za cel inflacyjny inflację poniżej 2%, a tymczasem od połowy 2000 r. do czerwca 2002 r., czyli przez większość istnienia tej renomowanej instytucji, inflacja w strefie euro była od tego celu wyższa.

Inflacja odchylała się od celów krótkookresowych, ogłaszanych również przez takie banki centralne, jak banki Kanady, Nowej Zelandii, Szwecji, Brazylii, Izraela. Lista jest bardzo długa, a mówię o tym po to, żeby przypomnieć jedną, być może oczywistą, rzecz: aby rozumnie coś ocenić, w danym przypadku trzeba mieć punkt odniesienia, bez właściwego punktu odniesienia oceny są narażone na to, że będą nieracjonalne.

W grudniu 2001 r. inflacja w Polsce wyniosła 3,6% i była o 2,4 punktu procentowego niższa od celu inflacyjnego ustalanego przez Radę Polityki Pieniężnej w sierpniu 2000 r.

Przypomnę, że Rada w Założeniach polityki pieniężnej na 2001 rok zapowiedziała, że jeżeli czynniki niezależne od banku centralnego ukształtują się w roku 2001 korzystnie, gdyż można było to przewidywać w momencie ustalania cen, to Rada, kształtując stopy procentowe w roku 2001, będzie się kierować celem średniookresowym, czyli poniżej 4%, co oznaczało, że dopuści w roku 2001 do inflacji niższej niż założono jeszcze w sierpniu 2000 r.

Spadek inflacji w ubiegłym roku dotyczył wszystkich głównych grup towarów i usług konsumpcyjnych i nie był spowodowany, na szczęście, jedynie czynnikami potencjalnie przejściowymi, choć miały one spory udział w ukształtowaniu się inflacji poniżej założonego celu.

Po pierwsze, spadek inflacji w 2001 r. był w części spowodowany niższym niż przewidywano wzrostem cen żywności. W ubiegłym roku podrożała ona o 1,6%, ale za to rok wcześniej aż o 8,5. W 2001 r. wzrost cen żywności podniósł wskaźnik ogólnej inflacji o 0,5 punktu procentowego, a w roku 2000 - pięć razy więcej, o 2,5 punktu procentowego. Takie ukształtowanie się cen żywności w 2001 r. wynikało głównie z większych o ponad 20% niż przed rokiem zbiorów zbóż.

Po drugie, w 2001 r. o prawie 11% spadły ceny paliw, podczas gdy w 2000 r. wzrosły one o podobną wielkość. Tańsze paliwa obniżyły ubiegłoroczny wskaźnik inflacji o 0,4 punktu procentowego, podczas gdy droższe paliwa rok wcześniej przyczyniły się do wzrostu inflacji o 0,3 punktu procentowego. Niższe ceny paliw w ubiegłym roku były m.in. skutkiem spadku cen ropy na rynkach światowych.

Po trzecie, wzrost podatków pośrednich okazał się mniejszy niż oczekiwano w momencie ustalania celu inflacyjnego na rok 2001. Zmiany w tych podatkach przyczyniły się do wzrostu wskaźnika inflacji w 2001 r. o 0,5 punktu procentowego, a rok wcześniej podniosły go prawie o 1 punkt procentowy.

Po czwarte, ważnym czynnikiem wyjaśniającym niższy niż założono wzrost cen, a także, o czym zresztą tu już była mowa, wyraźnie niższy wzrost gospodarczy w ubiegłym roku, było silne osłabienie koniunktury na świecie. Pogorszenie koniunktury nasiliło się w drugiej połowie ubiegłego roku. Trzeba tu wyraźnie, proszę państwa, powiedzieć: nikt w świecie nie przewidział tak głębokiego spadku wzrostu gospodarki światowej, co oznaczało, że miało to charakter nieprzewidywalny w takiej skali.

Prognozy tempa wzrostu były w ciągu 2001 r. systematycznie obniżano, np. w maju tego roku prognozy wzrostu gospodarki światowej obniżył Międzynarodowy Fundusz Walutowy: dla sfery euro z 3,4 do 2,4, i to było jeszcze w maju 2001 r, na rok 2001, dla Stanów Zjednoczonych z 3,2 do 1,5%, a dla Niemiec z 3,3 do 1,9%. A rzeczywistość okazała się dużo gorsza. Mianowicie wzrost BKP wyniósł w strefie euro nie 2,4, lecz 1,5%, w Stanach Zjednoczonych nie 1,5, lecz 1,1%, a w Niemczech nie 1,9, tylko 0,6%; oczywiście dla nas było to szczególnie istotne, bo nasza gospodarka jest silnie powiązana, jak wiemy, z gospodarką niemiecką. W Japonii mimo praktycznie zerowych stóp procentowych nastąpił spadek PKB o 0,4%.

Nieoczekiwana kumulacja tendencji recesyjnych w gospodarce światowej na kilka sposobów przyczyniła się do silniejszego niż prognozowano spadku inflacji w Polsce w 2001 r. Obniżyły się ceny dolarowe w imporcie o 0,5 punktu procentowego, zwłaszcza ceny najważniejszych surowców. Słabnący popyt zagraniczny na polskie towary przyczynił się, choć nie była to jedyna przyczyna, do ograniczenia inwestycji przez nasze przedsiębiorstwa. Wreszcie słabnący popyt zagranicy na polskie towary i niższe niż w roku poprzednim inwestycje spowodowały z jednej strony osłabienie wzrostu naszej gospodarki, z drugiej zaś zmniejszyły presję na wzrost cen, czyli przyczyniły się do niższej niż prognozowano inflacji.

Po piąte, do spadku inflacji przyczyniło się także umocnienie kursu złotego w 2001 r. towarzyszące zdecydowanemu zmniejszeniu deficytu obrotów bieżących, co jest samo w sobie bardzo ważne dla stabilności naszej gospodarki, i w efekcie zmniejszeniu postrzeganego w 2001 r. ryzyka inwestowania w naszym kraju na rozmaite sposoby. A wzrost kursu złotego umocnił spadek cen w imporcie. Ceny importowe wyrażone w złotych zmniejszyły się w ubiegłym roku o ponad 6%.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Robert Lucas, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, powiedział: "Podoba mi się pomysł obniżenia inflacji z 3% do zera, ale naprawdę dużą sprawą jest obniżenie inflacji z 13% do 3%". Polska przebyła tę najważniejszą dla wzrostu gospodarki część drogi do stabilności cen od lipca 2000 r. do grudnia 2001 r. W tym czasie bowiem udało się sprowadzić inflację z 11,6% do 3,6%. Teraz rzeczą zasadniczą jest zachować tę stabilność cen i umocnić.

Ze względu na duże opóźnienia między zmianami stóp procentowych a ich antyinflacyjnymi skutkami do spadku inflacji w 2001 r. przyczyniła się, jak już zresztą wspomniałem, głównie polityka prowadzona przez bank centralny w 2000 r. Dlatego omawiając inflację ubiegłoroczną, trzeba się trochę cofnąć w czasie. Otóż głównym celem podwyżek stóp procentowych NBP łącznie o 2,5 punktu procentowego w 2000 r. było zapobieżenie dalszemu zwiększeniu inflacji oczekiwanej przez ludzi, albowiem oczekiwania wyższej inflacji, jeśli są silne i powszechne, działają jak samospełniające się proroctwo. Jeśli ludzie są przekonani, że inflacja będzie wysoka i rosnąca, wtedy, aby mieć pewność, że za swoje dochody kupią tyle samo dóbr, co wcześniej, domagają się szybkiego zwiększenia wynagrodzeń oraz wyższych cen za wytwarzane produkty; a jeśli ta presja jest skuteczna, to inflacja rośnie. Z badań prowadzonych przez Narodowy Bank Polski wynika, że od kwietnia 1999 r. do sierpnia 2000 r. gospodarstwa domowe podniosły swoje oczekiwania co do przyszłej inflacji z 6 do 12%. Innymi słowy, jeszcze w sierpniu 2000 r. ludzie spodziewali się, że inflacja za rok, czyli w sierpniu 2001 r., wyniesie aż 12%. Było to bardzo niebezpieczne dla długofalowego rozwoju naszej gospodarki. I gdyby bank centralny w 2000 r. nie podniósł stóp procentowych, to w najbardziej pesymistycznym scenariuszu doszłoby do spirali inflacyjnej, czyli wzajemnie napędzającego się wzrostu płac i cen. Mówiąc to, bronię z przekonaniem polityki pieniężnej banku centralnego prowadzonej jeszcze pod kierownictwem mojej poprzedniczki.

Szanowni Państwo! Ludzie zrewidowali wtedy - w 2000 r. - w górę swoje oczekiwania inflacyjne w ślad za rosnącą inflacją Od lutego 1999 r. do lipca 2000 r. inflacja bowiem wzrosła z mniej niż 6% do prawie 12%. Zaostrzenie polityki pieniężnej w 2000 r. pozwoliło zatrzymać wzrost inflacji, a w drugiej połowie tego roku zaczęła ona spadać.

Rok 2001 był wyłącznie okresem obniżek stóp procentowych. W tym roku Rada Polityki Pieniężnej dokonała 6 takich obniżek, łącznie redukując stopy procentowe o 7,5 punktu procentowego. Mianowicie stopa lombardowa spadła z 23 do 15,5%, stopa redyskontowa z 21,5 do 14%, a najważniejsza stopa referencyjna z 19 do 11,5%. W rezultacie nominalne stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego znalazły się na najniższym poziomie od początku lat 90. Co więcej, spadły także stopy realne; od pierwszej redukcji stóp procentowych dokonanej w lutym ubiegłego roku do końca tegoż roku stopa referencyjna obniżyła się, po uwzględnieniu inflacji, o 3,5 punktu procentowego. Obniżki, jak wiadomo, kontynuowano w tym roku. Łącznie, począwszy od lutego 2001 r., rada w tym okresie obniżyła stopy 10 razy - z 19,5 do 8,5.

Chciałbym przypomnieć, że trzeba odróżniać stopy banku centralnego od stóp rynkowych. Te drugie bowiem są kształtowane przez wiele czynników innych niż tylko bieżąca polityka pieniężna, a zmiany stóp rynkowych mogą, i to nawet przez dłuższy czas, podążać w kierunku odwrotnym niż zmiany stóp procentowych banku centralnego. I nie jest to tylko teoria. Dotyczy to szczególnie stóp długoterminowych, najważniejszych dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Dla przykładu: od początku lutego do końca sierpnia ubiegłego roku stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego obniżono o 4,5 punktu procentowego, a średnia w miesiącu rentowność 10-letnich obligacji emitowanych przez rząd wzrosła o 1,5 punktu procentowego, z 10,2 do 11,9 - bo nie było wtedy jeszcze dostatecznej pewności, że polityka pieniężna będzie trwale obniżać inflację; to był jeden z ważnych powodów. A inny przykład mieliśmy, szanowni państwo, ostatnio. Otóż 26 czerwca Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe NBP o 0,5 punktu procentowego. Rentowność obligacji 10-letnich nie spadła, ale wzrosła o 0,5 punktu procentowego.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Głównymi przesłankami, które określały skalę i przebieg stóp procentowych w 2001 r., były: po pierwsze, potwierdzone doświadczeniem lat 1998-2000 ryzyko ponownego wzrostu inflacji, a więc ponownego poniesienia społecznych kosztów, w przypadku zbyt głębokiego obniżenia stóp procentowych; po drugie, wyjątkowo duża niepewność co do kształtowania się podstawowych wielkości makroekonomicznych w świecie i w rezultacie w naszym kraju; po trzecie, gwałtowne pogorszenie się stanu finansów państwa; po czwarte, malejąca skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania w bankach; po piąte, doświadczenia międzynarodowe w kształtowaniu stóp procentowych w okresie obniżania inflacji. Chciałbym tych 5 czynników bardzo krótko omówić.

Decyzje o obniżkach stóp procentowych w 2001 r. były podejmowane w taki sposób, aby nie dopuścić do ponownego wzrostu inflacji, bo wiadomo, że byłoby to bardzo kosztowne dla ludzi. Doświadczenia lat 1998-2000 wyraźnie pokazały, że przy niekorzystnym zbiegu okoliczności, a tego nie dało się ex ante wykluczyć, zbyt szybkie obniżenie stóp procentowych mogłoby doprowadzić do przyspieszenia wzrostu cen, a także przyczynić się do zwiększenia nierównowagi zewnętrznej, która była na rekordowo wysokim poziomie i zagrażała wzrostowi naszej gospodarki. Wtedy, przy takim niekorzystnym scenariuszu, trzeba by drugi raz ponosić koszty osiągania stabilności cen.

Na początku ubiegłego roku powszechnie oczekiwano utrzymania stosunkowo wysokiej dynamiki polskiej gospodarki. I tylko dla przykładu, zarówno Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i OECD, prognozowały jeszcze w maju zeszłego roku, że tempo wzrostu PKB w Polsce wyniesie około 4%. W najbardziej pesymistycznych prognozach, przygotowywanych przez najrozmaitsze instytucje badawcze, była mowa o wzroście na poziomie 3%. To wskazuje na bardzo głęboki obiektywny charakter niepewności. Nikt też, jak wspomniałem, nie przewidywał tak gwałtownego pogorszenia się koniunktury na świecie.

Wreszcie, w pierwszych miesiącach 2001 roku utrzymywało się ryzyko dalszego szybkiego wzrostu cen żywności. Jeszcze w kwietniu ubiegłego roku miesięczny wzrost cen żywności był blisko dwukrotnie wyższy niż odnotowany rok wcześniej. Przy takim stanie informacji i świadomości ekonomicznej różnych decydentów życia gospodarczego gwałtowne obniżanie stóp procentowych mogłoby doprowadzić do ponownego zwiększenia oczekiwań inflacyjnych, a w ślad za tym i tempa wzrostu cen.

Na politykę stóp procentowych w 2001 roku wpływ także miała niepewność i pogarszająca się sytuacja finansów państwa, o czym była już tu mowa. Chciałem tylko stwierdzić, że w zeszłym roku nastąpiło zdecydowane pogorszenie się dyscypliny finansów publicznych, czego nie można rozpatrywać w oderwaniu od ustaw uchwalanych wcześniej i w roku 2001 na tej sali albo także blokowanych na tej sali. Szybki wzrost wydatków państwa - nominalnie o ponad 11% w skali wszystkich finansów publicznych, włącznie z funduszami celowymi i samorządów, realnie o 6% - przyczynił się do gwałtownego zwiększenia deficytu państwa. W 2001 roku deficyt ekonomiczny finansów publicznych wyniósł prawie 5% - jeden z najwyższych w Europie - podczas gdy w 2000 roku wynosił około 2%.

Gwałtowne pogarszanie się stanu finansów państwa zawęziło pole manewru w polityce pieniężnej, co oznacza, że gdyby sytuacja w tej dziedzinie była lepsza, to pole do odpowiedzialnego obniżania stóp procentowych bez ryzyka nawrotu inflacji byłoby większe, a ponadto perspektywa rozluźniania polityki fiskalnej przemawiała na rzecz odsuwania terminów głębszych obniżek stóp procentowych do momentu, aż się okaże, czy inne czynniki, korzystnie oddziaływujące na inflację, utrwalą ją na niskim poziomie.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wysoki deficyt finansów publicznych działa zarazem proinflacyjnie i antyrozwojowo.

Po pierwsze, jeśli jest długo utrzymywany, to powoduje narastanie długu publicznego, czyli tak zwanej pułapki zadłużenia, i to prędzej czy później prowadzi do dodatkowej kreacji pieniądza, która grozi wzrostem inflacji.

Po drugie, w gospodarce otwartej, a taką jest nasza gospodarka, ta część popytu, która przekracza krajową produkcję, prowadzi w różnych proporcjach albo do wyższej inflacji, albo do większego importu. Deficyt finansów publicznych jednocześnie wpływa na popyt, zwiększając go, i na dłuższą metę ogranicza potencjał produkcyjny gospodarki, albowiem wypiera kredyt, który mógłby trafić do przedsiębiorstw na finansowanie ich rozwoju i zwiększanie liczby miejsc pracy, czyli ograniczanie bezrobocia. Bankom bardziej opłaca się pożyczać pieniądze rządowi niż przedsiębiorstwom, jeżeli jest duża podaż papierów skarbowych, gdyż koszty operacyjne, manipulacyjne zakupu obligacji są znikome w porównaniu z kosztami analiz wniosków kredytowych - tu się trzeba napracować - a jednocześnie zysk z obligacji jest pewny, gdyż szacowane ryzyko niewypłacalności państwa, z wyjątkiem przypadków skrajnych, takich jak Argentyna, jest bliskie zeru.

Zjawisko wypychania kredytów, czyli pochłaniania kredytu dla przedsiębiorstw przez gwałtowny wzrost zadłużenia państwa, wyraźnie wystąpiło w ubiegłym roku w Polsce. W sytuacji gwałtownie ograniczonych przychodów z prywatyzacji przy jednocześnie radykalnie powiększonej luce budżetowej deficyt finansów publicznych został w 2001 roku pokryty przez gwałtownie zwiększony wzrost zadłużenia państwa w bankach, a także wobec wierzycieli zagranicznych. Kredyt zamiast do przedsiębiorstw zaczął w coraz większym stopniu trafiać do budżetu na sfinansowanie wydatków niemających pokrycia w dochodach podatkowych, mimo że podatki w naszym kraju w relacji do produktu krajowego brutto są wyższe niż w zdecydowanej większości krajów o naszym poziomie rozwoju i wyższe niż w wielu krajach o wyższym poziomie rozwoju.

Zarówno w 2000, jak i w 2001 roku, całkowity kredyt wzrósł o 8%. W 2000 roku zadłużenie budżetu w systemie bankowym spadło jednak o prawie 11%, bo deficyt był mały i w dużej mierze pokryty przez przychody z prywatyzacji. W konsekwencji kredyt dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych zwiększył się o ponad 17%.

W 2001 roku kredyt dla budżetu wzrósł o blisko 10%, a tak zwane zadłużenie netto sektora budżetowego, uwzględniające zmiany na rachunkach budżetu, zwiększyło się o blisko 34%. W tych warunkach kredyt dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych wzrósł o mniej niż 8%, w poprzednim roku - jak powiedziałem - o 17%.

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Na zwiększaniu długu państwa nie zbuduje się dobrobytu. Nasz kraj boleśnie się o tym przekonał w latach 80. Poprzedni ustrój pozostawił po sobie w Polsce do spłacenia ogromny dług, który przekraczał 95% produktu krajowego brutto. W ciągu 10 lat, dzięki m.in. redukcji długu zagranicznego, co byłoby niemożliwe bez radykalnej transformacji polskiej gospodarki, dług publiczny udało się ograniczyć do około 40% PKB, ale ta dobra dla kraju tendencja uległa w ubiegłym roku odwróceniu. Dług publiczny w relacji do PKB rośnie. Jeżeli się nie uda szybko ograniczyć deficytu, to będzie rósł w relacji do PKB i może przekraczać granice bezpieczeństwa, wyznaczone w ustawie o finansach publicznych, najpierw na poziomie 50%, a potem 55%. Zwiększanie długu państwa nie jest receptą na cud gospodarczy, ale receptą na gospodarczą klęskę. I myślę, że jedną z najważniejszych miar jakości w dyskusjach na temat polityki gospodarczej jest to, czy polityka gospodarcza państwa prowadzi do wzrostu długu publicznego w stosunku do PKB, czy to spadku.

Inną miarą, która jest związana z tą pierwszą, jest to, czy państwo chroni interesy wierzycieli, czyli dawców kapitału, czy też dłużników. Jeżeli się głównie zaczyna wzmacniać ochronę dłużników kosztem ochrony interesów wierzycieli, to słabnie rozwój gospodarki. Takie jest doświadczenie międzynarodowe. Spadnie długofalowy rozwój gospodarki.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Powodem ograniczania obniżania stóp procentowych była także malejąca skłonność osób prywatnych do oszczędzania w bankach. Roczne tempo wzrostu depozytów gospodarstw domowych obniżyło się w 2001 roku z około 19% do nieco ponad 6%, a oprocentowanie depozytów złotowych z blisko 22% do 5%. Ta zła tendencja utrzymuje się w 2002 roku. Wchodzimy w sferę wielkości ujemnych, jeżeli chodzi o depozyty ludności. Ta tendencja wynika z niby różnych czynników, ale z całą pewnością przyczynił się do tego spadek oprocentowania depozytów. Od lutego do grudnia 2001 r. po uwzględnieniu inflacji, czyli realnie, oprocentowanie spadło z 7,3% do 4,1%, a więc o ponad 3 punkty procentowe. Spadek rocznego tempa wzrostu wysokości depozytów nasilił się po zapowiedzi rządu dotyczącej wprowadzenia podatku od dochodów z lokat bankowych. (Poruszenie na sali) W momencie ogłoszenia zamiaru wprowadzenia tego podatku spadek oprocentowania depozytów oszczędnościowych wynosił prawie 2 punkty procentowe.

Wreszcie, decydując o obniżkach stóp procentowych w 2001 r., brano pod uwagę doświadczenia międzynarodowe, ażeby w miarę możliwości uczyć się na cudzych błędach i korzystać z pozytywnego doświadczenia. Czego uczą owe doświadczenia? Jest wiele przykładów krajów na Zachodzie, które 10, 12 lat temu, a nawet 5 lat temu, były w podobnej sytuacji jak Polska, jako że obniżały inflację z poziomu 5%, 7%, 10% lub 12% do niskiego poziomu 2%. We wszystkich przypadkach daje się stwierdzić w procesie obniżania inflacji dwie fazy.

W fazie pierwszej realne stopy procentowe rosły, i to do poziomu wyższego niż jest obecnie w Polsce. Mówię o oficjalnych stopach procentowych. Podam przykłady, jako że lista jest bardzo długa. W Danii w latach 1989-1993 inflacja spadła z 4,8% do 1,3%, a realne krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły z 4,3% do prawie 9%. To znacznie wyżej niż u nas. W Norwegii w latach 1989-1992 inflację obniżono z 4,5% do 2,3%, a stopy realne wzrosły z 5,4% do ponad 12%. W Finlandii w latach 1989-1992 inflacja spadła z 6,6% do niespełna 3%, a realne stopy procentowe wzrosły z 6% do ponad 12%. W Hiszpanii w latach 1984-1987 ograniczono inflację z 11,3% do 5,3%, a realne stopy procentowe wzrosły w tym czasie z 0,8% do 8,2%. To są tylko przykłady, które nie są odosobnione, bo lista takich krajów jest znacznie dłuższa. Otóż stosunkowo wysokie i, jak się okazuje, rosnące stopy procentowe utrzymywano po to, aby ludzie nabrali zaufania, że bank centralny nie dopuści do ponownego wzrostu inflacji. Chodziło o pozytywne, samospełniające się proroctwo.

W drugiej fazie polityka pieniężna była łagodzona, tzn. stopy procentowe obniżane były szybciej niż inflacja, ale we wszystkich przypadkach towarzyszyło temu bardzo wyraźne zwiększanie dyscypliny finansów publicznych. Innymi słowy, następowało coś, co ekonomiści nazywają poprawą układu polityki fiskalnej i monetarnej. Polityka fiskalna - nie tylko w interesie inflacji, ale przede wszystkim długofalowego, systematycznego rozwoju - była bardziej zdyscyplinowana, zdecydowanie mniejszy był deficyt, co pozwalało łagodzić politykę monetarną bez ryzyka ponownego wzrostu inflacji, a z korzyścią dla możliwości trwałego, niechorobliwego przyspieszenia wzrostu gospodarki.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Podam przykłady obrazujące, jaki włożono w innych krajach wysiłek, by utrzymać niską inflację, na bezpiecznym poziomie, i przyspieszyć skalę wzrostu. W Grecji w latach 1992-2000 saldo finansów publicznych, po wyłączeniu tej części, która wynikała jedynie z lepszej koniunktury, czyli tzw. saldo strukturalne, poprawiło się o 12% PKB. We Włoszech w latach 1992-1998 nastąpił wzrost o ponad 8% PKB, w Szwecji w latach 1992-1997 - o ponad 7% PKB, w Norwegii w latach 1992-1996 - o ponad 4% PKB. W Polsce 1% PKB równa się ok. 7 mld zł, 4% PKB - co w Szwecji stanowiło minimalną poprawę - oznacza redukcję deficytu o prawie 30 mld zł. A to jest poziom minimalny, jeśli porównamy z przytoczonymi danymi, bo w Grecji nastąpił wzrost o 12%.

Doświadczenie międzynarodowe pokazuje także, że obniżanie krótkoterminowych stóp procentowych przez bank centralny przy wysokim deficycie finansów publicznych często prowadziło do wzrostu realnych długoterminowych stóp procentowych, które są najważniejsze dla rozwoju gospodarki, albowiem ludzie w takich warunkach obawiają się, że rozluźnienie polityki pieniężnej przy jednoczesnym pobudzaniu popytu przez rząd doprowadzi do nawrotu inflacji, co w efekcie zmusiłoby bank centralny do ponownego podniesienia stóp procentowych. A któż udzieli nisko oprocentowanej pożyczki na długi okres, jeżeli spodziewa się, że krótkoterminowe stopy procentowe są tylko przejściowo niskie, a ich poziom wkrótce znacznie wzrośnie? Ta bolesna lekcja dotyczyła wielu krajów: Austrii, Holandii, Japonii, Belgii. Lista jest długa.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polityka banku centralnego prowadzona w 2000 r. pozwoliła Polsce uzyskać dwa mocne fundamenty rozwoju na przyszłość: po pierwsze, niską inflację, po drugie, bezpieczny poziom deficytu obrotów bieżących. Jeszcze na początku 2000 r. ów deficyt wynosił ponad 8% PKB, grożąc Polsce kryzysem finansowym. Na koniec zeszłego roku deficyt spadł do ok. 4% PKB, co stanowi bezpieczną granicę. Umiarkowane obniżanie stóp procentowych w 2001 r. przyczyniło się do umocnienia makroekonomicznych podstaw przyszłego wzrostu. Bardziej gwałtowne ruchy mogłyby sprawić, że w 2002 i 2003 r. zamiast czerpać korzyści ze spodziewanej poprawy koniunktury gospodarczej na świecie, polska gospodarka musiałaby ponownie być równoważona. Znowu musielibyśmy ponieść koszty obniżania inflacji i redukowania nierównowagi zewnętrznej. Nie warto narażać się na płacenie za coś, za co już raz się zapłaciło. Nie warto narażać fundamentów trwałego i zdrowego rozwoju dla chwilowego pobudzenia popytu.

Polityka stóp procentowych, jaka była prowadzona w zeszłym roku, z jednej strony służyła utrzymywaniu niskiej inflacji i zdecydowanemu obniżaniu nierównowagi zewnętrznej, a z drugiej strony będzie sprzyjać stopniowemu ożywieniu gospodarczemu w następnych latach. Wzmocnienie makroekonomicznych podstaw rozwoju, niska inflacja, stosunkowo niski deficyt w obrotach zewnętrznych są niezbędne, ale nie zastąpią dokończenia reform strukturalnych, które pozwoliłyby zdecydowanie uzdrowić finanse państwa bez zwiększania ciężaru podatków i jednocześnie poprawić konkurencyjność przedsiębiorstw oraz ich zdolność i skłonność do systematycznego zwiększania zatrudnienia.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chciałbym teraz przejść do omówienia niektórych innych niż polityka pieniężna dziedzin działalności Narodowego Banku Polskiego. Narodowy Bank Polski kontynuował działania na rzecz zwiększenia efektywności polityki pieniężnej. Podam dwa przykłady. Po pierwsze, wprowadzona została stopa depozytowa w celu ograniczenia od dołu wahań stóp rynkowych, zwłaszcza o najkrótszych terminach zapadalności. Po drugie, wprowadzony został tzw. kredyt techniczny, zaciągany przez banki i spłacany w tym samym dniu. Umożliwia on bankom usprawnienie rozliczeń w ciągu dnia operacyjnego, dzięki czemu przyczynia się do zmniejszenia dziennych wahań stóp procentowych.

Komisja Nadzoru Bankowego i Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego kontynuowały działania na rzecz stabilności i rozwoju naszego systemu bankowego. Podstawowe znaczenie mają tu wskaźniki bezpieczeństwa banków. Tak zwany współczynnik wypłacalności w 2001 r. był w zdecydowanej większości banków na poziomie wyższym niż wymagany poziom 8%. W 2000 r. zwiększył się natomiast udział należności zagrożonych w łącznej kwocie należności banków od przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. W bankach komercyjnych wyniósł 18,3% wobec 15,5% w 2000 r., w bankach spółdzielczych - 6,1% w stosunku do 4,5% rok wcześniej. Podwyższenie tego wskaźnika wynikało, po pierwsze, z wysokiego tempa przyrostu akcji kredytowej w latach poprzednich i związanej z tym zwykle mniejszej staranności w analizie wniosków kredytowych. Przypomnijmy sobie tempo wzrostu kredytów konsumpcyjnych w 1999 r., tj. 30-40% rocznie. Po drugie, niewątpliwie niższy wzrost gospodarczy odegrał tu pewną rolę. Trzeba także dodać, że działania Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego zmierzały do ukazania faktycznej jakości udzielonych przez banki kredytów. W efekcie przeklasyfikowania statystyczny wskaźnik należności zagrożonych podniósł się o 0,7%, ale za tym kryje się po prostu ujawnienie problemu, który już istniał.

Chcę podkreślić, że na całość należności zagrożonych banki utworzyły już, i to z naddatkiem, rezerwy celowe, które pomniejszyły ich wyniki finansowe w 2001 r. Ponadto nastąpił wydatny wzrost funduszy własnych banków, co stanowi dodatkowy bufor bezpieczeństwa. Wreszcie prawdopodobna większa staranność banków w analizie wniosków kredytowych, efekt poprzednich doświadczeń, pozwala przypuszczać, że dynamika należności zagrożonych powinna się zmniejszać.

W 2001 r. nastąpił dalszy rozwój polskiego systemu bankowego. Jego aktywa na koniec tego roku przekroczyły 66%, podczas gdy w 1995 r. ta relacja wynosiła 49%. Jak wspomniałem, zwiększyła się suma funduszy własnych w bankach o 7,1 mld zł, czyli o ponad 23%, co oznacza poprawę bezpieczeństwa ekonomicznego banków, poprawę w zakresie norm ostrożnościowych. Wynik finansowy netto banków komercyjnych wyniósł ponad 4,2 mld zł i zwiększył się w stosunku do roku poprzedniego o prawie 8%. Pewien korzystny wpływ miało na to obniżenie podatku od osób prawnych, efekt ustawy przyjętej w 1999 r. Poprawiły się wydatnie wskaźniki nowoczesności usług świadczonych przez banki, jak np. liczba wydanych kart kredytowych.

Nasz system bankowy był w zeszłym roku oceniany przez takie instytucje, jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a także Unia Europejska. Generalnie oceny wypadły pozytywnie, co nie oznacza, że nie wskazano problemów do rozwiązania.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kolejnym zadaniem Narodowego Banku Polskiego było zarządzanie rezerwami dewizowymi. Podstawowe kryteria w tym zakresie to zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa inwestowanych środków, bo są one przecież inwestowane, utrzymanie niezbędnego stopnia płynności, aby sprawnie realizować zobowiązania płatnicze Polski oraz przy tych ograniczeniach uzyskiwanie maksymalnych dochodów. Na koniec 2001 r. rezerwy walutowe wyniosły 26,6 mld dolarów, były mniejsze o 0,9 mld dolarów, a głównym powodem spadku była bardzo korzystna transakcja dla naszego kraju, a mianowicie przedterminowa spłata zadłużenia Polski wobec Brazylii. Zadłużenie to o wartość nominalnej 3320 mln dolarów zostało w listopadzie 2001 r. wykupione za kwotę 2460 mln dolarów. Jak łatwo zauważyć, Polska uzyskała tu ogromną korzyść. Myślę, że był to bardzo wyraźny przejaw współpracy między rządem a Narodowym Bankiem Polskim. Osiągnięty w ubiegłym roku dochód zarządzania rezerwami wyniósł 1,4 mld dolarów i stanowił zdecydowanie główne źródło zysku przekazywanego do budżetu przez Narodowy Bank Polski. W zeszłym roku wpłata wynosiła 2,6 mld zł.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wszystkie działania Narodowego Banku Polskiego, które zmierzały do ugruntowania stabilności cen i zdrowia oraz rozwoju naszego systemu bankowego, były jednocześnie zbieżne z naszym celem strategicznym, jakim jest przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, a potem do Unii Gospodarczej i Walutowej. Niska inflacja jest nie tylko jednym z fundamentów dobrego gospodarowania, ale także jednym z kryteriów określonych w traktacie z Maastricht. W 2001 r. prowadzone były dostosowania, które mają umożliwić Narodowemu Bankowi Polskiemu sprawne funkcjonowanie w ramach Europejskiego Systemu Banków Centralnych, którego członkiem Narodowy Bank Polski zostanie w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dostosowania te dotyczyły głównie systemu płatniczego, statystyki pieniężnej i rejestracji przepływów kapitałowych. Instrumentem sprawnego dostosowania się naszego banku centralnego do standardów Unii Europejskiej jest umowa o współpracy między NBP a bankami centralnymi Francji i Włoch.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zdrowy, stabilny pieniądz oraz stabilny, zdrowy system bankowy to nasz wspólny dorobek. Ludzie chcą stabilnego pieniądza, bo wiedzą, że ze słabego pieniądza, czyli drożyzny, nie powstanie dobrobyt. Narodowy Bank Polski zgodnie z konstytucją stoi i będzie stać na straży dobrego pieniądza. Dba o to, aby pieniądze nie traciły na wartości. W ten sposób służy i będzie służyć ludziom i oczekuje w tym wsparcia od innych. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


[ Powrót ] [ Do druku ]





































Stopy procentowe

Referencyjna 0,10
Lombardowa 0,50
Depozytowa 0,00
Redyskontowa weksli 0,11
Dyskontowa weksli 0,12

Kursy średnie

Tabela z dnia 2020-09-24
1 EUR4,5272
1 USD3,8833
1 CHF4,1998
1 GBP4,9467
100 JPY3,6866

Perspektywy makro

Dane miesięczne

Dane kwartalne

Wskaźniki i rynki

Zobacz również

Numizmatyka

Kontakt

Centrala NBP
ul. Świętokrzyska 11/21
00-919 Warszawa

tel. centr.:
22 185 10 00
e-mail: listy@nbp.pl
NIP: 525-000-81-98
REGON: 000002223
SWIFT: NBPL PLPW
Ta strona używa plików cookies, dzięki którym może działać lepiej.
Aby się dowiedzieć więcej o technologii cookies, proszę kliknąć tutaj: Polityka prywatności NBP »
Aby móc przeglądać zawartość, należy zaakceptować cookies z tej strony Akceptuję