WYSTĄPIENIE LESZKA BALCEROWICZA
W DEBACIE SEJMOWEJ W SPRAWIE PROJEKTÓW NOWELIZACJI USTAWY O NBP

Stabilność cen jest jednym z fundamentów długofalowego, szybkiego rozwoju gospodarki. Stwarza bowiem najlepsze monetarne otoczenie dla podejmowania trafnych decyzji ekonomicznych przez przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Jej przeciwieństwo - inflacja, szkodzi systematycznemu rozwojowi, szkodzi ludziom; ludzie nie chcą drożyzny; wolą stabilność.

Uznanie stabilności cen za jeden z fundamentów systematycznego, zdrowego rozwoju gospodarki jest niekwestionowanym współcześnie kanonem ekonomii i współczesnej polityki gospodarczej. Niska inflacja jest społecznym dobrem. Ludzie nie chcą drożyzny. Jeżeli się owe dobro osiągnęło, to należy go strzec; zaś w krajach, w których inflacja jest wciąż za wysoka, opłaca się ponieść koszty jej trwałego ograniczenia. Koszty bowiem ponosi się tylko przez pewien czas, a korzyści uzyskuje się stale, co roku. Tak długo, jak udaje się utrzymać niską inflację. Dlatego najlepszym wkładem, jaki polityka pieniężna może wnieść w trwały, długofalowy rozwój gospodarczy jest utrzymywanie stabilności cen, jeśli miało się szczęście na początku danego okresu już ją mieć, albo doprowadzenie do trwałej stabilności, jeżeli w punkcie startu rosły one zbyt szybko. Nie buduje się trwałego rozwoju na słabnącym pieniądzu, a z drożyzny nie rodzi się dobrobyt.

Skala ewentualnych jednorazowych kosztów dochodzenia do niskiej inflacji zależy od tego, jaka część polityki gospodarczej odgrywa rolę głównego hamulca antyinflacyjnego. Najlepiej jeśli bierze ją na siebie polityka fiskalna, czy inaczej budżetowa.

Ograniczanie wydatków publicznych i deficytu budżetu umożliwia obniżanie stóp procentowych bez ryzyka wzrostu inflacji i ponownego ich podnoszenia. Jednocześnie, jeśli uzdrowienie finansów publicznych jest trwałe, to stanowi samoistny czynnik długofalowego rozwoju gospodarki. Dużo gorzej jest, gdy rząd zadłuża się u obywateli, gdyż jego wydatki są tak wysokie, że przekraczają dochody budżetu, czyli wtedy, gdy występuje deficyt. Jeszcze gorzej, gdy to zadłużanie gwałtownie rośnie, a tak jest właśnie w Polsce. Od roku 2001 deficyt finansów państwa wzrósł z 2% do 5% i taki poziom utrzymuje się w tym roku. Jeszcze gorzej, gdy to zadłużenie rośnie. Wtedy z konieczności ciężar obniżania inflacji spada na bank centralny. Jednorazowe koszty ograniczenia inflacji są niższe w gospodarce, w której ceny i płace są giętkie, a wiarygodność polityki antyinflacyjnej wyższa. Wtedy ludzie nie muszą na zapas chronić swoich dochodów przed inflacją i domagają się mniejszego wzrostu płac i cen.

Jak widać, skala przejściowych kosztów ograniczenia inflacji zależy głównie od tych części polityki gospodarczej, które są kształtowane przez rząd i związaną z nim parlamentarną większość, czy szerzej parlament. Rząd i parlament mogą obniżyć te koszty uzdrawiając finanse publiczne, uelastyczniając prawo pracy, zwiększając zakres wolności gospodarczej i jej ochrony, poprawiając pracę sądów, przyspieszając przekształcenia własnościowe. Te działania na krótką metę zmniejszają koszty ograniczenia inflacji, a jednocześnie są głównym warunkiem szybkiego, długofalowego wzrostu gospodarki. Tu leży klucz do trwałego rozwoju. I proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie, co w tej dziedzinie zrobiono w ciągu ostatnich 8 miesięcy.

Sprowadzenie inflacji do niskiego poziomu oraz jego utrzymymywanie wymaga szczególnych rozwiązań instytucjonalnych. W nowoczesnych demokracjach Zachodu jest standardem przekazanie odpowiedzialności za prowadzenie polityki pieniężnej w ręce niezależnego banku centralnego. Bank centralny jest niezależny, jeżeli jest na tyle prawnie i faktycznie umocowany, aby oprzeć się naciskom politycznym i zwiększania popytu kosztem takiego narastania nierównowagi w gospodarce, że grozi to rozwojowi na dłuższą metę. Bank centralny, jak pokazuje doświadczenie, powinien być niezależny, ponieważ aby osiągnąć i utrzymać niską inflację, polityka pieniężna musi być prowadzona w horyzoncie wieloletnim, wykraczającym poza jedną kadencję parlamentu i na pewno jeden horyzont wyborów, na parę miesięcy. W takim horyzoncie nie da się prowadzić dobrej i odpowiedniej polityki monetarnej i zresztą żadnej, a szczególnie dbać o stabilność, wartość pieniądza. Politycy, szczególnie przed wyborami poddani są pokusie krótkotrwałego pobudzenia popytu.

Historia jest pełna przykładów, kiedy po krótkim i gwałtownym zwiększeniu wydatków dochodziło do załamania. Dlatego prowadzenie polityki pieniężnej przekazuje się niezależnemu bankowi centralnemu.

Warunkiem minimalizacji kosztów osiągnięcia oraz warunkiem utrzymania stabilności cen jest wysoka wiarygodność polityki walki z inflacją, a tę daje niezależny bank centralny. Niezależność banku centralnego pozwala ludziom zaufać, że osoby, którym powierzono prowadzenie polityki pieniężnej będą w stanie zapewnić stabilność cen, że ich działania nie zostaną sparaliżowane, że ktoś za nich nie będzie podejmować decyzji, jednocześnie wygłaszając deklarację o poszanowaniu niezależności. Jeżeli ludzie nie uwierzą, że inflacja zostanie sprowadzona do niskiego poziomu, wtedy , aby mieć pewność, że za swoje dochody kupią tyle samo dóbr co wcześniej, będą się domagać szybkiego zwiększania wynagrodzeń oraz wyższych cen za wytwarzane produkty. Oczekiwania wysokiej inflacji są samospełniającą prognozą. Podważanie niezależności banku centralnego może podważa wiarygodność polityki inflacyjnej, a to Wysoka Izbo, ma swoją wysoką, społeczną cenę. Polska przeszła przez to w 1989 r.

Wiarygodność banku centralnego nie polega na tym, że zawsze i idealnie trafia się w cel monetarny, czy inflacyjny.

Wielu bankom centralnym, w tym również najbardziej szanowanym nie udawała się ta sztuka. Tak było w Niemczech, Kanadzie, Nowej Zelandii, Szwecji, Izraelu, Chile i w Czechach. Inflacja często różni się od celu inflacyjnego banku centralnego a podaż pieniądza - od celu monetarnego, bo wiele czynników powodujących inflację, czy kształtujących podaż pieniądza pozostaje poza jego wpływem. Występują także opóźnienia między działaniami podejmowanymi przez władze monetarne, a następstwami widocznymi w gospodarce. Zasadnicze jest jednak to, czy udaje się utrzymać trwałą tendencję do obniżania inflacji, a następnie do zachowania niskiego poziomu cen. Liczy się tendencja. I ten warunek, generalnie został w Polsce w ostatnich 12 latach spełniony. W 1989 r. ceny w naszym kraju wzrosły w porównaniu z grudniem 1988 r prawie 6,5-krotnie. Dzięki radykalnemu programowi stabilizacji udało się zredukować inflację do 44 proc. w 1992 r. W 1995 r. ceny wzrosły o 22 proc., w 1997 r. - o 13 proc. W ubiegłym roku inflacja spadła poniżej 4 proc., a w kwietniu br. wyniosła 3 proc. Zbudowaliśmy pod względem monetarnym mocny fundament pod trwały długofalowy rozwój. W każdym cywilizowanym kraju byłoby to powodem do dumy i przedmiotem troski, aby nie zmarnować tego kapitału stabilności i rozwoju, bo byłoby to ciosem w sytuację życiową społeczeństwa.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska od 1989 roku stopniowo dochodziła do międzynarodowego standardu, jakim jest pełna niezależność banku centralnego. Pierwszy krok w kierunku zapewnienia niezależności został postawiony 31 stycznia 1989 roku. Wtedy to uchwalono ustawę o Narodowym Banku Polskim, w której za główny cel banku centralnego przyjęto umacnianie polskiego pieniądza. Na skutek nowelizacji obowiązującej wówczas Konstytucji to Prezydent, a nie jak wcześniej premier, miał przedstawiać Sejmowi wniosek o powołanie Prezesa NBP.

Drugim etapem umacniania niezależności polskiego banku centralnego była nowelizacja ustawy z 14 lutego 1992 roku. Wprowadziła ona zasadę kadencyjności urzędu Prezesa NBP, to jest, jedną z podstaw niezależności. Przełom w kwestii niezależności naszego banku centralnego dokonał się w 1997 r. Nowa Konstytucja nadała Narodowemu Bankowi Polskiemu istotne cechy organu władzy publicznej, który podobnie jak w nowoczesnych demokracjach Zachodu jest w stosunku do innych organów państwa względnie niezależny, przyznała bankowi centralnemu wyłączne prawo ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Nałożono też na Narodowy Bank Polski odpowiedzialność za wartość polskiego pieniądza. Stabilność pieniądza nabrała w Polsce rangi konstytucyjnej.

Postanowienia Konstytucji, odnoszące się do banku centralnego, zostały uszczegółowione w nowej ustawie o Narodowym Banku Polskim uchwalonej 29 sierpnia 1997 r. Cel działalności banku został w niej zdefiniowany w sposób niemal jednobrzmiący w stosunku do celu Europejskiego Systemu Banku Centralnego. Wzmacnianie niezależności Narodowego Banku Polskiego przez kolejne rządy i parlamenty miało dwa uzasadnienia. Po pierwsze, jak wspomniałem, było to wyciąganie wniosków z doświadczenia, że jest to najlepszy sposób na zapewnienie gospodarce, ludziom niskiej inflacji. A ludzie nie chcą drożyzny. Po drugie, uniezależnienie banku centralnego stanowiło ważny element dostosowania polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej. Obecnie bank centralny w Polsce ma stosunkowo wysoki stopień niezależności ale są konieczne jej uzupełnienia. Zostały one zawarte w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o Narodowym Banku Polskim. Projekt ten wpisuje się w logikę dochodzenia do standardów Unii Europejskiej. Odpowiada także duchowi i literze Konstytucji. Jaskrawo przeczy tej logice omawiany dziś poselski projekt nowelizacji. Zawarta w nim propozycja dodania do celu działalności banku centralnego wspierania rozwoju działalności gospodarczej i sprzyjania zmniejszeniu bezrobocia jest sprzeczna z Konstytucją, która w art. 227 czyni Narodowy Bank Polski odpowiedzialnym za wartość polskiego pieniądza. Dbałość o wartość pieniądza, choć stanowi jeden z fundamentów szybkiego, długofalowego rozwoju może pozostawać w sprzeczności z krótkotrwałym pobudzaniem gospodarki, które się kończy często następnym załamaniem. Także średnia z długiego okresu wychodzi często na zero. Takie są koszty pośpiechu i lekkomyślności. Dodatkowe cele działalności NBP w myśl Konstytucji muszą być podporządkowane celowi podstawowemu - dbałości o wartość polskiego pieniądza. Proponowany zapis jest też cofnięciem w dostosowaniu polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej. Taką opinię podziela także, jak wiadomo, sejmowa Komisja Europejska w naszym Sejmie.

Co do drugiej propozycji, pozwolę sobie zacytować tylko opinię wybitnego konstytucjonalisty prof. Piotra Winczorka. Wprawdzie Konstytucja nie mówi, ilu łącznie członków ma zasiadać w Radzie, ale polityczna intencja projektu zmiany ustawy o NBP jest niewątpliwa. Jej twórcom idzie bowiem o to, aby Rada w nowym, poszerzonym składzie była bardziej niż w obecnym skłonna dostosowywać swoje decyzje do oczekiwań dzisiejszej większości parlamentarnej. Nie można opierać interpretacji prawa, w tym Konstytucji zwłaszcza tylko na literalnym brzmieniu przepisów. Należy mieć też na uwadze ratio legis - cele i zamiary prawodawcy. Tu są one wyraźne. Jeśli zatem żadne inne przyczyny, poza chęcią poddania Narodowego Banku Polskiego ściślejszej zewnętrznej kontroli nie wchodzą w rachubę, projekt taki uchybia założeniom Konstytucji. Czy przy każdej zmianie większości parlamentarnej, to jest dalszy ciąg cytatu, ma nas czekać powiększanie lub zmniejszanie liczebności Rady, aby stawała się bardziej uległa Sejmowi.

Pozwolę sobie tutaj na nutę osobistą. W mojej poprzedniej rządowej działalności ponad 5 lat w różnych rządach, bywało, że wewnętrznie nie zawsze zgadzałem się z polityką monetarną. Nigdy jednak nie wywierałem publicznej presji, aby bank centralny swoje decyzje zmienił. Ataki na niezależność banku centralnego szkodą międzynarodowemu wizerunkowi Polski. A to ma swoją cenę. I dochodzi do tego w krytycznym dla naszego kraju momencie.

Forsowanie tego projektu będzie także negatywnie wpływać na gospodarkę. Sposób traktowania przez ciała polityczne banku centralnego jest współcześnie traktowany przez świat cywilizowany jako jedna z miar stabilności kraju. Działania zmierzające do ograniczenia niezależności banku centralnego są postrzegane jako zagrażające stabilności gospodarczej Polski. Może to doprowadzić do wzrostu długoterminowych stóp procentowych, mających największe znaczenie dla rozwoju przedsiębiorstw i pomyślności obywateli. Może ograniczyć wielkość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które przecież podnoszą konkurencyjność polskiej gospodarki. Polityczne naciski, jak sądzę, wbrew intencjom wnioskodawców, są także szkodliwe, gdy podsycają napływ kapitału spekulacyjnego, który z kolei wprowadzi do presji aprecjacyjnej złotego nie dając, w odróżnieniu od zagranicznych inwestycji bezpośrednich, kompensaty w formie zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstw.

Proszę Państwa! Skutki nie zawsze są identyczne z intencjami nawet kiedy intencje bywają bardzo zbożne. Projekt rządowy i poselski są wzajemnie sprzeczne. I to w jaskrawy sposób. Mówię oczywiście o projekcie rządowym w dotychczasowej postaci a nie z proponowanymi uzupełnieniami. Projekt rządowy jest kolejnym etapem na drodze do dostosowania polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej. Projekt poselski cofa nas z tej drogi. Nie da się jednocześnie iść do przodu i do tyłu. Łatwo się wtedy przewrócić. Dziękuję bardzo za uwagę.


[ Powrót ] [ Do druku ]





































Stopy procentowe

Referencyjna 0,10
Lombardowa 0,50
Depozytowa 0,00
Redyskontowa weksli 0,11
Dyskontowa weksli 0,12

Kursy średnie

Tabela z dnia 2020-07-13
1 EUR4,4745
1 USD3,9564
1 CHF4,2006
1 GBP4,9886
100 JPY3,6955

Perspektywy makro

Dane miesięczne

Dane kwartalne

Wskaźniki i rynki

Zobacz również

Numizmatyka

Kontakt

Centrala NBP
ul. Świętokrzyska 11/21
00-919 Warszawa

tel. centr.:
22 185 10 00
e-mail: listy@nbp.pl
NIP: 525-000-81-98
REGON: 000002223
SWIFT: NBPL PLPW
Ta strona używa plików cookies, dzięki którym może działać lepiej.
Aby się dowiedzieć więcej o technologii cookies, proszę kliknąć tutaj: Polityka prywatności NBP »
Aby móc przeglądać zawartość, należy zaakceptować cookies z tej strony Akceptuję