Przemówienie prezesa NBP Leszka Balcerowicza
na posiedzeniu Sejmu w dniu 1 marca 2002 r.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 227 ust. 1 mówi: "Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza".

Pragnę zapewnić Wysoką Izbę, a nade wszystko tych, którzy mnie teraz słuchają, że polityczne naciski nie były i nie będą traktowane przez Narodowy Bank Polski jako argument przy podejmowaniu decyzji o polityce pieniężnej. Postępować inaczej oznaczałoby sprzeniewierzyć się Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Polityczne naciski mają jednak, niestety, swoją społeczną cenę. Sposób traktowania przez ciała polityczne, zwłaszcza przez rządową większość, banku centralnego jest współcześnie uznawany przez świat cywilizowany za jedną z miar stabilności kraju. Przekłada się to na wielkość marży czy premii za ryzyko, którą trzeba płacić zagranicznym wierzycielom, a także na skłonność długoterminowego kapitału do inwestowania w danym kraju, co ma z kolei oczywiste znaczenie dla rozwoju i zatrudnienia.

Polityczne naciski są także szkodliwe, gdyż podsycają spekulacyjny napływ kapitału, liczący na obniżki stóp procentowych, a przez to przyczyniają się do nadmiernych wahań kursu waluty, co szkodzi działalności gospodarczej. Pragnę też na wstępie powiedzieć, że moją tu obecność należy traktować jako wyraz szacunku dla instytucji parlamentu (oklaski), ale w żadnej mierze jako wyraz aprobaty dla poniżających zachowań, ze strony niektórych posłów, które spotkały mojego zastępcę wczoraj, tutaj na tej sali (oklaski).

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie!

We wczorajszej debacie padły pytania na temat polityki pieniężnej i jej związków z rozwojem gospodarczym. Otóż chcę najpierw powiedzieć, że rozwój gospodarczy należy rozpatrywać w długofalowej perspektywie - jako systematyczny, nieprzerwany proces podnoszenia poziomu życia. Inne podejście do rozwoju gospodarki byłoby przejawem nieodpowiedzialnej krótkowzroczności. Jakże łatwo bowiem osiągnąć przyspieszenie wzrostu - np. poprzez nadmierne powiększanie deficytu finansów państwa kosztem późniejszego załamania rozwoju gospodarczego. Historia jest pełna tego rodzaju przypadków. Z drugiej strony, jeśli w punkcie startu w gospodarce zaistniała niebezpiecznie duża nierównowaga, a zwłaszcza niebezpiecznie duży deficyt w rozliczeniach z zagranicą i przyspieszająca inflacja, to redukcja tej nierównowagi, której zwykle towarzyszy przejściowe spowolnienie wzrostu, jest działaniem na rzecz umacniania makroekonomicznych podstaw rozwoju na dłuższą metę. I taka była sytuacja naszego kraju w 1999 r. i w pierwszej połowie 2000 r., kiedy to - przypomnę - deficyt w rozliczeniach z zagranicą przekraczał 8% PKB, a inflacja przyspieszyła do ponad 11%. Dzisiaj obydwie wielkości są poniżej 4% i w każdym kraju, cywilizowanym kraju byłoby to przedmiotem dumy i nadziei oraz przedmiotem troski, żeby tego nie zmarnować, bo zmarnowanie tego kapitału przyszłego rozwoju byłoby ciosem w sytuację życiową społeczeństwa.

Polityka monetarna wnosi wkład do długofalowego rozwoju gospodarki przede wszystkim utrzymując stabilność cen - jeśli miało się szczęście na początku danego okresu już ją mieć - albo doprowadzając do trwałej stabilności cen, jeśli w punkcie startu rosły one zbyt szybko. Wiemy bowiem ponad wszelką wątpliwość z licznych nagromadzonych doświadczeń, a także z nauki, teorii ekonomii, że inflacja szkodzi systematycznemu rozwojowi, szkodzi ludziom. Ludzie nie chcą drożyzny. W związku z tym stabilne ceny są najlepszym środowiskiem dla podejmowania decyzji gospodarczych. Taką misję Narodowego Banku Polskiego zapisano właśnie, wzorem krajów rozwiniętych, w polskiej Konstytucji. Poprzez doprowadzenie do trwałej stabilności cen Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej wspierały, wspierają i będą wspierać każdy rząd, któremu na sercu leży zdrowy, systematyczny, nieprzerwany rozwój naszego kraju, a nie chwilowe, chorobliwe przyspieszenie. (oklaski)

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Polityka pieniężna nie jest jednak w stanie zastąpić reform strukturalnych, takich jak usunięcie przeszkód prawnych, uniemożliwiających przedsiębiorstwom tworzenie większej liczby miejsc pracy, jak ograniczenie nadmiernych narzutów na płace, jak uzdrawianie finansów publicznych, jak uzdrawianie sytuacji przedsiębiorstw, które ponoszą straty. Sytuacja Polski byłaby daleko lepsza gdyby te niezbędne reformy nie były blokowane. Czasami słyszymy o bankructwie czegoś. Jeśli mowa o bankructwie, to trzeba powiedzieć o bankructwie blokady reform. Takich właśnie, które wymieniłem: racjonalizacji wydatków publicznych, liberalizacji Kodeksu pracy, uzdrawiania przedsiębiorstw, które przynoszą straty. Miałem okazję, Panie Marszałku i Szanowni Państwo być tu, na tej sali w latach 1997-2000 w innej roli i pamiętam, jak kto w tych sprawach głosował i o ile lepsza byłaby sytuacja naszego kraju, gdyby te niezbędne reformy, których część widnieje w programie obecnego rządu, nie były blokowane. O ile mniejsze byłoby bezrobocie w Polsce (oklaski), o ile więcej byłoby zatrudnionych.

Z badań przeprowadzonych w Narodowym Banku Polskim wynika, że gdyby od 1993 r. w Polsce panowały elastyczne stosunki pracy, gdyby firmy nie były krępowane biurokratycznymi przepisami i bardzo dużymi narzutami na koszty pracy, to przy wyżu demograficznym bezrobocie w Polsce nie sięgałoby 18%, a byłoby w granicach 7%. Mielibyśmy wobec tego dużo więcej legalnego zatrudnienia i dużo więcej podatków płaconych przez legalnie zatrudnionych i dużo mniej wydatków na zasiłki. Mielibyśmy daleko zdrowsze finanse publiczne. Jeżeli dyskutujemy w tej chwili o problemach bezrobocia, to warto pamiętać kto i kiedy blokował środki, które były potrzebne, żeby bezrobocie w Polsce było mniejsze. (oklaski)

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Tak jak powiedziałem, polityka pieniężna nie jest w stanie zastąpić określonych reform, nie jest w stanie ich skompensować. Gdyby można było trwale przyspieszyć rozwój gospodarki i usunąć bezrobocie poprzez obniżki stóp procentowych, to czyż w świecie byłaby bieda, bezrobocie i niski rozwój? Przecież to jest bardzo prosty zabieg - jednym pociągnięciem pióra, gdyby to było możliwe, można by uzdrowić sytuację. Sam fakt, że na świecie jest bezrobocie, powolny rozwój gospodarki i strefy biedy pokazują, że taka droga nie jest dostępna. Natomiast upolitycznienie decyzji w sprawach stóp procentowych, jak pokazują liczne przykłady, prowadzi do klęski gospodarczej.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

W debacie padło sporo pytań o stopy procentowe. Chcę powiedzieć, że w rozumnej dyskusji na ten temat trzeba zawsze powiedzieć, o jakie stopy chodzi. Czy chodzi o oficjalne stopy banku centralnego czy też o stopy rynkowe? A jeśli chodzi o stopy rynkowe, to czy o stopy rynku pieniężnego, czy o stopy bankowe? Dalej - czy chodzi o stopy krótkookresowe, czy też długoterminowe? A to od tych drugich w największym stopniu zależy pomyślność gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Czy wreszcie chodzi o oprocentowanie depozytów ludności, czy oprocentowanie kredytów? Czy jeżeli ktoś mówi, że stopy procentowe w Polsce są za wysokie, to ma na myśli oprocentowanie oszczędności polskich rodzin w bankach? I czy to mówi dzisiaj, w dniu wejścia w życie podatku, który będzie redukować dochody z oszczędności? Czy ktoś z Państwa uważa, że oprocentowanie depozytów w Polsce jest za wysokie?

Warto pamiętać, że stopy oficjalne mają tylko wpływ - i to ograniczony - na krótkookresowe stopy rynkowe. Najważniejszy dla ludzi i przedsiębiorstw rodzaj oprocentowania - długoterminowe stopy procentowe znajdują się pod silnym wpływem innych czynników: konkurencji w systemie bankowym, bieżącej i oczekiwanej sytuacji budżetu, oceny stabilności kraju, co - jak powiedziałem - odbija się w wielkości premii za ryzyko. W dyskusji o stopach procentowych oprócz tych podstawowych rozróżnień warto też pamiętać o podstawowych faktach. Stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego została obniżona od lutego 2000 r. do stycznia tego roku z 19% do 10%, czyli prawie o połowę. Realnie obniżyła się z 11,6% do 6,3%, czyli o 5,3 punktu procentowego.

Realne oprocentowanie depozytów spadło z niespełna 8% w lutym 2000 r. do 4% w styczniu tego roku, a po uwzględnieniu ostatniej styczniowej obniżki stóp procentowych oraz wchodzącego w życie podatku i przy założeniu, że inflacja będzie wynosić 3,5 punktu procentowego, realne oprocentowanie depozytów wynosiłoby już tylko półtora punktu procentowego - byłoby najniższe w historii ostatnich lat. Czy możemy powiedzieć wobec tego, że stopy procentowe w Polsce są za wysokie?

A jeśli inflacja okazałaby się wyższa, bo tego się nigdy nie da dokładnie przewidzieć (wstrząsy po stronie podaży), to jak wyglądałoby realne oprocentowanie depozytów ludności.

Stopy procentowe od kredytów, jak wiemy, obniżały się wolniej od stóp procentowych od depozytów, ale jedne i drugie są ustalane przez banki. Trzeba też pamiętać, że mówiąc o dostępności kredytu dla przedsiębiorstw - co bardzo leży na sercu Narodowemu Bankowi Polskiemu - mamy do czynienia z bardzo silnym efektem wchłaniania środków finansowych przez gwałtownie zwiększony deficyt finansów publicznych: z 2% w roku 2000 do prawie 6% w roku 2001.

W rezultacie przy takim samym wzroście globalnego kredytu w 2000 r. i w 2001 r., a mianowicie o 8%, kredyt dla budżetu zachowuje się zupełnie inaczej w obu tych latach. Mianowicie w roku 2000 kredyt dla budżetu spadł o ponad 10,6% i zostało więcej miejsca dla kredytowania przedsiębiorstw, podczas gdy w 2001 r. kredyt dla budżetu wzrósł o 9,6%, czyli nastąpiła zmiana o 20 punktów procentowych w jednym roku.

W efekcie kredyt dla przedsiębiorstw w roku 2000 powiększył się o 17,3%, a w roku 2001 tylko o 7,6%. Nie da się mówić o dostępności kredytu dla przedsiębiorstw, o tworzeniu miejsc pracy, o bezrobociu bez uwzględnienia zadłużania się sektora finansów publicznych, bez uwzględnienia deficytu i sposobu jego finansowania. Przy dużym deficycie, a małych przychodach z prywatyzacji gwałtownie rosną tzw. potrzeby pożyczkowe budżetu i odpowiednio maleje dostępność kredytu dla przedsiębiorstw. Tzw. zadłużenie netto budżetu, które uwzględnia oprócz tego spadek środków na rachunkach budżetowych, zwiększyło się wskutek ogromnego wzrostu potrzeb pożyczkowych o 41% - jakże tu oczekiwać większej dostępności kredytu dla przedsiębiorstw przy takim stanie finansów publicznych.

Szanowni Państwo!

Aby sensownie dyskutować o stopach procentowych, nie tylko trzeba odróżniać ich rodzaje, odróżniać oprocentowanie depozytów i oprocentowanie kredytów, krótko- i długoterminowe stopy procentowe. Poszczególne stopy procentowe należy także porównywać z tym, co jest porównywalne. Polska pod względem stóp procentowych nie może się sensownie porównywać z krajami, które dzięki ciężkiemu wysiłkowi osiągnęły już niską inflację. Bo dzięki ciężkiemu wysiłkowi i utrwaleniu niskich oczekiwań inflacyjnych mogą one sobie pozwolić na niskie stopy procentowe bez wielkiej obawy, że inflacja wzrośnie. Nie możemy się wobec tego porównywać pod względem poziomu stóp z obecnymi Stanami Zjednoczonymi, ze strefą Eurolandu czy z Wielką Brytanią. Powinniśmy się porównywać, Szanowni Państwo, z krajami Zachodu kilka czy kilkanaście lat temu, kiedy były one w sytuacji porównywalnej z naszą, tzn. były w drodze od inflacji zbyt wysokiej do niskiej.

Chciałem Wysokiej Izbie przedstawić odpowiednie dane. Otóż, w Danii w latach 1989-1993 obniżono inflację z poziomu 4,8% do 1,3%. W tym czasie realne krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły z 4,3% do 8,8%.

W Finlandii w latach 1989-1992 obniżono inflację z 6,6% do 2,9%, a realne, krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły z 6,1% do 12,3%. Potem, po zwycięstwie w walce z inflacją, można było je obniżyć.

We Francji w latach 1980-1992 inflacja obniżyła się z 13,6% do 2,4% i w tym czasie realne krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły z 1% do 8,2%.

W Norwegii w latach 1989-1992 inflacja obniżyła się z 4,5% do 2,3%, a realne krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły z 5,4% do 12,3%.

W Wielkiej Brytanii w latach 1980-1982 obniżono inflację z 18% do 8,6%, a realne krótkoterminowe stopy procentowe wzrosły w tym czasie z -2,3% do 4,5%.

We wszystkich przypadkach udanego, tzn. trwałego obniżenia inflacji do niskiego poziomu (co jest dobrodziejstwem społecznym, bo ludzie nie chcą drożyzny) przez pewien czas, dłuższy niż rok, inflacja spadała bardziej niż stopy procentowe, a w związku z tym realne stopy procentowe rosły.

U nas, jeżeli chodzi o oprocentowanie oficjalnych stóp , to realnie ono spada.

Podobne dane, Szanowni Państwo, można przytoczyć, jeżeli chodzi o realne oprocentowanie depozytów. W porównaniu z krajami Zachodu, które były w podobnej sytuacji do naszej wskutek serii obniżek oraz wchodzącego dzisiaj w życie opodatkowania oszczędności będziemy mieli, w skali historycznej, rekordowo niskie realne oprocentowanie oszczędności.

Tymczasem w Norwegii w latach 1987-1992 inflacja obniżała się z 8,7% do 2,4%. Realne oprocentowanie depozytów wzrosło z 3,1% do 8,2%. U nas będzie półtora procent przy założeniu, że inflacja wyniesie 3,5%. A jeżeli będzie wyższa, to oprocentowanie byłoby niższe. To jakże można mówić, że w Polsce mamy za wysokie stopy procentowe? W porównaniu z czym?

Takie przykłady, jako punkty odniesienia do racjonalnej oceny, można dalej cytować. Co do porównań z Czechami i Węgrami, to należy pamiętać o czterech faktach. Po pierwsze, te kraje nie doświadczyły, tak jak Polska, galopującej inflacji. W roku 1989 w tych krajach ceny nie rosły miesięcznie o 20-30-40%, tylko rosły co najwyżej o 20% rocznie.

Miałem okazję w 1989 r. sprzątać po rozpętanej przedtem wysokiej inflacji i to się udało. Ale to pozostaje w pamięci społeczeństwa. (oklaski) Trzeba budować zaufanie do pieniądza i wiem, po czym trzeba było sprzątać.

Po drugie, w tych krajach występuje większa skłonność do oszczędzania.

Po trzecie, w tych krajach, a zwłaszcza w Czechach, występuje większa tzw. monetyzacja gospodarki, której się nie zwiększa z dnia na dzień. Nie można gospodarki napełnić jak gąbkę pieniądzem. To od razu się odbija w inflacji. Trzeba mozolnie budować zaufanie do pieniądza. Nikt nie przegrał na mocnym pieniądzu. Zawsze się przegrywa na inflacji i ludzie to rozumieją, Panie Pośle. (oklaski) Otóż w Czechach - dzięki temu, że tam bardzo dbano o pieniądz, w tym samy ustroju - monetaryzacja, czyli relacja aktywów finansowych, kredytu i pieniądza do PKB jest dużo wyższa, niż w Polsce. W związku z tym taki przyrost deficytu oznacza relatywnie mniejszy przyrost pieniądza i ma mniejsze skutki inflacyjne.

Chcę wreszcie dodać, i to jest czwarty punkt odnośnie do porównań Polski z Czechami i Węgrami, że skumulowane obniżki stóp oficjalnych w Polsce od lutego zeszłego roku do stycznia tego roku były dużo głębsze niż w tamtych krajach. W Polsce oficjalne stopy obniżyły się o 900 punktów procentowych: z 19% do 10%, na Węgrzech o 600 pkt., w Czechach o 100 pkt. Różnica w stopach procentowych między Polską a Węgrami zmniejszyła się z 7,5% do 1,5%, a między Polską a Czechami z 13,75% do 5,75%.

Chcę wreszcie także zauważyć, że również w krajach Zachodu współcześnie występują znaczne różnice w stopach procentowych mimo podobnego niskiego poziomu inflacji. Bo kraje mają swoją specyfikę. Np. w Norwegii stopy procentowe oficjalnie przekraczają 6%. W Eurolandzie są poniżej 4%, mimo że i w Norwegii, i w tych krajach strefy euro inflacja jest porównywalna.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

We wczorajszej debacie poruszano także kwestie zamiany części obligacji Narodowego Banku Polskiego, których oprocentowanie było indeksowane do inflacji, na obligacje o procentowaniu zbliżonym do rynkowego.

Otóż chcę powiedzieć, że jest to dopełnienie operacji, którą rozpoczęto i zaawansowano na szeroką skalę w 1999 r. w celu poprawy pozycji konkurencyjnej banków w Polsce i zbliżenia stopy rezerw obowiązkowych do poziomu istniejącego w Unii Europejskiej. Narodowy Bank Polski obniżył stopę rezerw obowiązkowych z 11% do 5% w 1999 r. Nie chcąc jednak doprowadzić do nadmiernego wzrostu płynności w systemie bankowym, Narodowy Bank Polski - w drodze rozmów z bankami - zaabsorbował uwolnione środki banków, emitując własne obligacje na podstawie art. 17 ust. 3, pkt 2 oraz art. 48 pkt 1 ustawy o Narodowym Banku Polskim. Narodowy Bank Polski sprzedał owe obligacje bankom komercyjnym za środki pochodzące z obniżenia rezerwy obowiązkowej, zwiększającego płynność banków. Jednocześnie zawarł umowę, że nastąpi albo wykup tych obligacji, albo przejście na oprocentowanie rynkowe. I to jest druga faza operacji, która dokonała się, jak powiedziałem, na zasadniczą skalę w 1999 r. Mianowicie Narodowy Bank Polski dokonał takiej konwersji 60% wyemitowanych wcześniej obligacji na obligacje o przychodowości takiej jak 52-tygodniowych bonów skarbowych, to jest o oprocentowaniu odpowiadającemu poziomowi istniejącemu na rynku finansowym. To jest logiczne dopełnienie procesu dostosowawczego, u którego podłoża legły dwie przesłanki.

Po pierwsze, chodzi o wyrównywanie warunków konkurencji w sektorze bankowym. Należy się troszczyć, żeby konkurencja była równa, gdy tymczasem mimo, że wszystkie banki otrzymały w 1999 r. obligacje w proporcji do posiadanych środków będących podstawą naliczenia rezerwy obowiązkowej - to faktycznie pogorszyły się warunki konkurowania dla dużych banków sieciowych, zwłaszcza dla PKO BP. Wynikało to ze struktury tych zobowiązań. Banki, które w momencie tej operacji w 1999 r. miały już duże depozyty, uzyskały nieproporcjonalnie dużą część obligacji o zaniżonym oprocentowaniu, podczas gdy banki, które nie miały jeszcze takich depozytów i zaczęły je potem intensywnie rozwijać, nie ponosiły kosztów w postaci zaniżonego oprocentowania depozytów. Ta operacja jest wobec tego wyrównywaniem szans dużych banków sieciowych, w tym zwłaszcza największego do tej pory banku detalicznego, jakim jest Bank PKO BP.

Drugą przesłanką było dążenie do tego, aby w miarę posiadanych możliwości przyczynić się, choćby na niewielką skalę, do zmniejszenia - naszym zdaniem również nadmiernej - różnicy, czyli marży między oprocentowaniem depozytów a oprocentowaniem kredytów, aby przyczynić się do sytuacji, w której obniżaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego nie będą towarzyszyć głębsze obniżki depozytów niż obniżki kredytów. Mamy świadomość, że jesteśmy w stanie przyczynić się do tego w bardzo ograniczonym zakresie, albowiem zmniejszanie marż wymaga całego pakietu działań, w tym działań zmieniających przepisy podatkowe dotyczące oprocentowania rezerw, zwiększania konkurencyjności, a także dalszego dostosowywania stopy rezerw obowiązkowych do reguł Unii Europejskiej, co z kolei nie może nastąpić bez podstawy ustawowej. Chcę wyrazić nadzieję, że taki pakiet działań zmniejszających oprocentowanie, marżę oprocentowania, stanie się przedmiotem porozumienia między Narodowym Bankiem Polskim a rządem.

Chcę wreszcie wspomnieć, że cała operacja, o której wczoraj była mowa, odbyła się na podstawie jasnych przesłanek prawnych i przy pełnej informacji, którą mieli przedstawiciele rządu uczestniczący zarówno bezpośrednio, jak i poprzez uczestnictwo w takich ciałach, jak Komitet Zarządzania Długiem czy do niedawna w posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej.

I wreszcie trzeci punkt Panie Marszałku. Rozumiem, że pewien poseł poruszył sprawy pewnego banku. Celowo mówię językiem dosyć ezopowym, bo sprawy indywidualnych banków nie powinny być przedmiotem posiedzeń plenarnych Sejmu, a zwłaszcza w interesie klientów tych banków. Mogę tylko powiedzieć jako przewodniczący Komisji Nadzoru Bankowego, że decyzja, o której była wczoraj mowa została podjęta przez Komisję Nadzoru Bankowego w trosce o to, żeby nie dopuścić do zagrożenia w postaci narastania straty bilansowej oraz przejęcia kontroli nad tym bankiem przez podmioty wzajemnie powiązane, nie mające nic wspólnego z formalnym statusem tego banku, i to takie podmioty, które nie uzyskały wcześniej zgody Komisji Nadzoru Bankowego na działalność w sektorze bankowym. Komisja Nadzoru Bankowego jest ciałem zbiorowym, w którym uczestniczą również przedstawiciele rządu, a także przedstawiciel Prezydenta.

Dziękuję bardzo Wysokiej Izbie za uwagę. (oklaski).


[ Powrót ] [ Do druku ]





































Stopy procentowe

Referencyjna 0,10
Lombardowa 0,50
Depozytowa 0,00
Redyskontowa weksli 0,11
Dyskontowa weksli 0,12

Kursy średnie

Tabela z dnia 2020-07-13
1 EUR4,4745
1 USD3,9564
1 CHF4,2006
1 GBP4,9886
100 JPY3,6955

Perspektywy makro

Dane miesięczne

Dane kwartalne

Wskaźniki i rynki

Zobacz również

Numizmatyka

Kontakt

Centrala NBP
ul. Świętokrzyska 11/21
00-919 Warszawa

tel. centr.:
22 185 10 00
e-mail: listy@nbp.pl
NIP: 525-000-81-98
REGON: 000002223
SWIFT: NBPL PLPW
Ta strona używa plików cookies, dzięki którym może działać lepiej.
Aby się dowiedzieć więcej o technologii cookies, proszę kliknąć tutaj: Polityka prywatności NBP »
Aby móc przeglądać zawartość, należy zaakceptować cookies z tej strony Akceptuję